|
Utwory
z tomu wierszy „METAMORFOZY” (2003 r.).
Autor
grafik – Marcin Klęk
*
* *
Mówiłaś
mi tak słodko
Usta
twoje, dłonie moje
Zawładnęłaś
cały mój świat
Przesłoniłaś
mi słońce
Kolorowa
pozytywka
Teraz
we wnętrzu twojego
Kamiennego
serca trwam
W
brylantowym szałasie ciszy
Spełniony
odchodzę
*
* *
Na
skraju nocy
Słychać
jedynie
Świst
upadających drzew
Milczenia
kobierzec
Już
nie świeci księżycowo
Zostajesz
tutaj
Na
krawędzi kolejnego wzlotu
Ostatni
wojenny topór
W
poszyciu mchów
Zakopany
twoją dobrocią
*
* *
Na
mojej drodze
Korzenie
Bez
liści dłonie
Samotność
Ujęta
dyskretnie
Płonie
*
* *
Śmierci
nie patrzysz już w oczy
Migawki
z ruchomych obrazów
Marzenia
zdegenerowany produkt
Czas
miniony już w pełni stracony
Nie
siadaj przy obcych posągach
Wieloznaczność
sytuacji wciąż trwa
Pyły
teorii spowiła wieczna mgła
Zagubione
anioły
Błąkają
się po świecie
Niespokojne
dusze
Mijamy
się codziennie
Nie
słysząc nawet
Trzepotu
białych skrzydeł
Czujemy
wzajemną
Obecność
w powiewie
Błękitnego
oceanu
Czasem
się wzruszamy
Śmiejemy
się szczerze
W
płomieniu pamięci
Zamykamy
pokornie oczy
*
* *
Siewca
nie ukończył pracy
Tylko
aniołowie wzlatują
Tak
wysoko
Na
ziemi szare obszary
Gniewu
liczne grona
Wolności
krzew gore
Na
pustyni podstępna cisza
Pod
naporem życia upadamy
I
jeszcze silniejsi powstajemy
*
* *
Ciemność
dyskretnie ukryta
W
silnym uścisku dłoni
Pozory
udręki odciśniętej
Na
panewce szczerych gestów
Ujmujące
do granic słowa
Rozbite
o krawędź obojętności
Podszytej
dziecinną naiwnością
*
* *
Deszczu
szerokie dzwony
Podniebne
latawce westchnień
Rozbrzmiewają
po całej okolicy
Nicość
wokół pochłania przestrzeń
Zabłocone
oklaski triumfu
Wzrastają
w skalistą glebę
*
* *
Zawsze
będziesz świecić na niebie
Niezłomne
są nasze uczucia
Boleści
wszystkie zapomniane
Odeszły
gdzieś w kąt
Blask
nowego dnia
Rozpostarł
skrzydła swe
Ponad
kniejami kolczastego bólu
Dojrzewają
owoce jasności
Do
domu drzwi zostały otwarte
*
* *
Tu
i teraz
W
tym momencie
Gwiazdy
i cały kosmos
W
całości wszechświata
Ja
i Ty naprzeciw siebie
Stwórca
i twórca
Na
linii rzeczywistości
Słowo
budulec istnienia
Staję
jak zwykle w pokorze
Zbuntowany
niezwykłym sensem
A
zarazem cichy w zrozumieniu
Wylewasz
deszcz szarańczy
Na
mój dom
Nie
pytam dlaczego ?
To
nie ja zerwałem owoc
Z
Twojego drzewa
*
* *
Bezdźwięczne
tumany
Odzwierciedleń
cieni
Namiętności
blask schłodzony
Jedną
kroplą goryczy
Nie
uwolnisz się od przeszłości
Bezpowrotne
marzenia
Zatopione
w bursztynie
Teraz
już nic nie znaczą
W
oddali jedynie wąsko
Przedziera
się nowy dzień
*
* *
W
pamięci mam każde słowo
Znaczenia
zamaskowany sens
W
nieskończoności obecnego bytu
Zatarte
milczenia ślady
Wspinają
się po tęczy
Kruchych
pomostów pustki
|