|
Konflikt o ordynatora zakaźnictwa zakończy wieloletnią współpracę Akademii Medycznej i samorządu
Akademia Medyczna w Lublinie zaprotestowała przeciwko ogłoszeniu przez dyrektora szpitala wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie konkursu na ordynatora klinicznego oddziału zakaźnego. Twierdzi, że to nie dyrektor, a rektor uczelni medycznej powołuje szefa klinicznego oddziału.
Kliniczny oddział zakaźny w szpitalu im. Jana Bożego w Lublinie organizacyjnie różni się od innych. Działa bowiem w szpitalu wojewódzkim podległym dyrektorowi i samorządowi województwa, ale równocześnie jest także placówką akademicką i jako taka podlega rektorowi. W ubiegły czwartek napisaliśmy w Kurierze o tym, że dyrektor szpitala ogłosił konkurs na ordynatora oddziału zakaźnego.
– Zgodnie z ustawą o zakładach opieki zdrowotnej to rektor powołuje ordynatora klinicznego oddziału działającego na bazie szpitala. Dlatego sprzeciwiliśmy się ogłoszeniu konkursu – mówi Włodzimierz Matysiak, rzecznik AM w Lublinie.
Od września ubiegłego roku, gdy dyrektor szpitala Piotr Cioczek nie przedłużył umowy o pracę dotychczasowej szefowej oddziału prof. Romie Modrzewskiej, oddział nie ma ordynatora. Kierują nim jedynie osoby wyznaczone do pełnienia tej funkcji. Jednak brak ordynatora i odejście prof. Modrzewskiej sparaliżowało pracę oddziału, co boleśnie odczuwają chorzy, zwłaszcza na wirusowe zapalenie wątroby typu C. Wraz z odejściem prof. Modrzewskiej nastąpiły trudności we włączaniu chorych do leczenia nowoczesnymi programami. Lekarze pracujący w oddziale bez nadzoru pani profesor odmawiają ich wykonywania. Już ponad pół roku zabiegi te nie są wykonywane w Lublinie.
Powołanie nowego ordynatora, w zamierzeniu dyrekcji szpitala, miało uzdrowić sytuację i przywrócić płynność w pracy oddziału.
– To ja podpisuję kontrakt z NFZ na leczenie chorych w oddziale zakaźnym, ja odpowiadam za jego realizację, czyli leczenie chorych. AM realizuje w oddziale swoje naukowe i dydaktyczne cele i ja w ten zakres kompetencji nie wchodzę. Mam prawo powołać ordynatora – twierdzi dyrektor Cioczek.
Tymczasem prof. Roma Modrzewska, która przestała być ordynatorem, w dalszym ciągu jest kierownikiem Katedry Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej, czyli odpowiada za naukę, staże specjalizacyjne i rozwój kadry.
– Jak mam wypełniać te zadania, skoro nie jestem zatrudniona w szpitalu. Mogę jedynie prowadzić zajęcia teoretyczne, ale nie tylko na tym polega kształcenie specjalistów z zakresu zakaźnictwa – mówi.
Piotr Cioczek wyjaśnia, że złożył AM propozycję ponownego zatrudnienia prof. Modrzewskiej w oddziale na jedną dziesiątą etatu. Na złożoną ofertę nie otrzymał jednak odpowiedzi.
Czy konkurs na ordynatora dojdzie do skutku, zobaczymy. Tymczasem AM nie chce już mieć swego klinicznego oddziału w obcych murach. Zapowiada budowę gmachu dla kliniki chorób zakaźnych. Na ten cel ma już zarezerwowane fundusze. BK
TRZY PYTANIA
Nowe lokum dla kliniki
* Beata Kozian: Jeśli uczelnia medyczna czuje się odpowiedzialna za powołanie nowego ordynatora, dlaczego do tej pory tego nie zrobiła?
Włodzimierz Matysiak, rzecznik prasowy AM: Nie powołujemy nowego ordynatora, bo nie zgadzamy się z odejściem z tej funkcji prof. Modrzewskiej. Sprawa jest w sądzie pracy i czekamy na wyrok.
* Uczelnia mogła jednak wpłynąć na swoich pracowników, by chorzy na wzw typu C mieli w klinicznym oddziale zakaźnym wykonywane biopsje. Dlaczego tego nie zrobiła?
– Niewykonywanie zabiegów biopsji u pacjentów chorujących na wirusowe zapalenie wątroby przez lekarzy specjalistów pracujących w oddziale uważamy za rzecz naganną. To powinno się zmienić.
* Czy uczelnia widzi możliwość dalszej współpracy ze szpitalem im. Jana Bożego?
– Sprawy bardzo się skomplikowały, trudno przesądzać, co będzie. Władze uczelni rozglądają się jednak za nowym lokum dla klinicznego oddziału zakaźnego.
Beata Kozian, Kurier Lubelski, 22.01.2006
|
|