Strona lubelskich Prometeuszy|

:: Spotkania :: Gdzie się leczyć? :: Artykuły :: Strona lubelska :: Strona główna

HORROR Z LABORATORIUM PRZY UL. CZWARTEK

Mama Szymona jest zrozpaczona – przez katastrofalne zaniedbanie laborantki jej ośmiomiesięczny synek mógł zostać zakażony groźną chorobą. Czy jest chory, okaże się za kilka miesięcy. Przez ten czas rodzina przeżyje horror.

– Pediatra sugerował, że Szymonek może mieć anemię i zlecił wykonanie badania określającego poziom żelaza we krwi. Dał mi skierowanie do laboratorium przy ul. Czwartek – opowiada pani Agnieszka, mama Szymona.

Dziecku należało pobrać krew z opuszka. – Pani, która przyjęła nas w zeszłą środę w gabinecie zabiegowym, wzięła jednorazową igłę i ukłuła Szymonka. Igłę wrzuciła do stojącego obok pojemnika na odpady. Jednak okazało się, że nakłucie jest za małe, krew nie leciała. I wtedy zdarzyło się coś nieprawdopodobnego – ta kobieta wzięła z pojemnika brudną już igłę i kolejny raz zrobiła nakłucie! – płacze mama Szymka. Sama jest pielęgniarką. – Za taki błąd natychmiast straciłabym pracę! Przecież na igle mogły być bakterie i wirusy, łącznie z najgroźniejszymi jak wirus żółtaczki czy HIV, bo pojemników na odpady się nie sterylizuje – desperuje.

Pobierająca krew pracownica laboratorium początkowo przyznała się do błędu: „Zrobiłam to odruchowo” – miała powiedzieć zaraz po zdarzeniu.

Pani Agnieszka usiłowała interweniować u właścicieli laboratorium. – Zaczęto mi sugerować, że chcę wyciągnąć odszkodowanie za zakażenie dziecka, które już jest pewnie chore i w tym celu ukartowałam całą tę sytuację – opowiada.

Witold D., jeden ze współwłaścicieli laboratorium na Czwartku, próbuje tłumaczyć pracownicę: – Pracuje u nas od siedmiu lat, nigdy nie było na nią skarg. Nie wiem, czy mam prawo wierzyć w wersję matki. W gabinecie nie było świadków. Poza tym tak małe dziecko zwykle strasznie płacze, wyrywa się. Może matka zajęta uspokajaniem dziecka nie zauważyła, że pielęgniarka bierze nową, sterylną igłę?

Mimo wątpliwości właściciele laboratorium zdecydowali się pokryć koszt badań chłopca. Wykonano je w laboratorium wybranym przez matkę. – Mam już wyniki badania, które wykazało, że dziecko nie było zakażone wirusem żółtaczki B i C. To czarno na białym udowadnia, że nie przyszłam z chorym dzieckiem – triumfuje pani Agnieszka.

Czy Szymon nie został zakażony w czasie feralnego pobierania krwi, okaże się dopiero za trzy-cztery miesiące, bo tyle czasu trzeba czekać na ujawnienie się przeciwciał świadczących o obecności wirusów.

Do czasu wyjaśnienia całej sprawy pracownica laboratorium została odsunięta od pobierania materiału do badań. – Pracuje przy mikroskopie, jest analitykiem medycznym – informuje Witold D.

Poradnia lekarza rodzinnego, pod opieką której jest rodzina pani Agnieszki, współpracuje z laboratorium na Czwartku około roku. – Nie było skarg na usługi tej firmy, ale teraz zastanowię się nad przedłużeniem umowy – mówi właściciel poradni Stanisław Podgórski.

DLA GAZETY
prof. Janusz Solski
konsultant wojewódzki ds. diagnostyki laboratoryjnej

To co słyszę, świadczy o wyjątkowej nieprawidłowości. Osoba pobierająca krew od pacjenta musi mieć jednorazowe rękawiczki i używać wyłącznie sprzętu jednorazowego. Nie ma mowy o powtórnym użyciu igły!

Ta sytuacja to poważny sygnał, by skontrolować procedury stosowane w tym laboratorium. Zajmę się tym. Myślę, że taką kontrolę powinna też przeprowadzić izba diagnostyków laboratoryjnych i sanepid.

Anna Augustowska, Gazeta Wyborcza – Lublin, 4.11.2004



Przedstawiciele w Lublinie


Karolina Tomczyk
tel. 665 742 471
[Napisz do Karoliny]






Pomoc psychologiczna
mgr Monika Prus
tel. 507 132 068
[Napisz do Moniki]


Pomoc prawna
tel. 502 615 660



Nasze Konto: ING Bank Śląski o/Wałbrzych 61 1050 1908 1000 0022 7301 0526