|
Lubelscy chorzy proszą premiera o pomoc
Ponadstuosobowa grupa chorych z Lubelszczyzny już drugi rok oczekuje na rozpoczęcie leczenia interferonem i rybawiryną – nowoczesnymi lekami, które mogą uchronić ich przed marskością i rakiem wątroby. Lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia, jako jedyny w Polsce, nie uruchomił tych procedur leczenia.
– Nikt nie przejmuje się nami. Mamy dość upokorzeń! To nie nasza wina, że chorujemy, większość z nas żółtaczkę zawdzięcza służbie zdrowia. Bezdusznością jest pozbawianie nas teraz leczenia – mówią pacjenci.
Klinika Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej w Lublinie do terapii przeciwwirusowej (chodzi właśnie o interferon i rybawirynę) tylko w ubiegłym roku zakwalifikowała około stu osób. Lista chorych została przedstawiona w styczniu oddziałowi NFZ. Była nadzieja, że po roku przerwy, w 2003 program ruszy. Nic takiego się nie stało.
– Moje wyniki są coraz gorsze. Nie mogę czekać. Mam 12-letnie dziecko. Kto się nim zajmie, gdy mnie zabraknie? Błagam, pomóżcie! – młodej, drobnej kobiecie, która przyszła do naszej redakcji po pomoc, załamuje się głos.
Inna kobieta, matka 22-letniego chłopaka ze Świdnika, mówi: – Syn, gdy skończył 18 lat, chciał zrobić coś dobrego. Poszedł oddać krew jako honorowy krwiodawca. Gdy po jakimś czasie znowu chciał oddać krew, zrobili mu badania. Przyszedł straszny wynik, wirusowe zapalenie wątroby typu C – opowiada kobieta. – Najbardziej mnie boli to, że syna można wyleczyć, tylko nikogo to nie obchodzi. Fundusz na nagrody dla dyrektorów ma pieniądze, a na ratowanie młodych, nie.
Prof. Roma Modrzewska, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych, wysłała pismo do Adama Borowicza, dyrektora lubelskiego oddziału NFZ. Przypomina mu o potrzebie pilnego rozwiązania problemu leczenia chorych z wirusowym zapaleniem wątroby.
– Codziennie mam telefony z pytaniami kiedy ruszy program. Jedni błagają o pomoc, inni się awanturują. Już nie wiem, co mam ludziom mówić – wzdycha pani profesor.
Lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia nie dostrzega jednak problemu w leczeniu chorych z przewlekłym wirusowym zapaleniem wątroby. Niezmiennie od dwóch lat (wcześniej jako kasa chorych) stoi na stanowisku, że pieniądze na terapię interferonem wliczone są w cenę hospitalizacji.
– Wszystko: badania, diagnostykę, włącznie z podaniem interferonu, pacjenci otrzymują podczas pobytu w szpitalu. Nie mogę natomiast chorym wydawać leków do domu, zakazuje mi tego prawo. Leki brane w domu pacjent musi zapewnić sobie sam – tłumaczy się Piotr Cioczek, dyrektor szpitala Jana Bożego w Lublinie.
I w tym właśnie tkwi problem. Interferon jest lekiem w pełni odpłatnym. Jedna ampułka kosztuje prawie tysiąc złotych. Przyjmuje się go co tydzień. Wyliczono, że średni koszt terapii jednego chorego to ok. 70 tysięcy złotych.
– Będziemy pisać do ministrów i szefa rządu o pomoc w sfinansowaniu tej terapii, skoro nie chce tego zrobić nasz oddział funduszu – zapowiadają chorzy.
Jedną taką prośbę już wysłano do premiera. Kancelaria prezesa Rady Ministrów prośbę o pomoc finansową skierowała jednak do Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Stamtąd odesłano ją do Lublina.
– Mogę potwierdzić jedynie, że posiadamy taki list. Badamy sprawę – przekazała rzeczniczka prasowa NFZ w Lublinie Anna Józefczuk-Majewska.
Beata Kozian, Kurier Lubelski, 14.07.2003
|
|